-Dziękuję! To najpiękniejszy pokój pod słońcem!
-Nie masz za co. Pamiętaj tylko, że od przyszłego tygodnia szkoła.-powiedziała jej mama.
-Wiem mamo, wiem. Poza tym idę się przejść, jest jeszcze wcześnie, a chciałabym zobaczyć okolicę.
-Dobrze, idź. Tylko nie wracaj zbyt późno.-odpowiedziała jej rodzicielka, a dziewczyna poszła do swojego pokoju, żeby się przebrać i uczesać. Weszła do łazienki, która połączona była z jej pokojem. Rozczesała włosy zostawiając rozpuszczone i ubrała się w wcześniej wybrane rzeczy. Obeszła całą okolicę i wstąpiła do sklepu po swoją ulubioną kawę. Była już w drodze powrotnej, gdyż obiecała mamie, że nie wróci zbyt późno. Szła sobie spokojnie, a nagle poczuła tylko jak na kogoś wpada.
-Przepraszam, ja nie chciałam..-zaczęła mówić.
-Boże, przecież żyję. Nie martw się aż tak.-odpowiedział jej szatyn, a ona stała tak i wpatrywała się w niego. Szczerze mówiąc trochę się przestraszyła.-Co się tak patrzysz jakbyś ducha zobaczyła?
-Nic, przepraszam, naprawdę.-powiedziała i wyminęła chłopaka, jednak ten chwycił ją za nadgarstek.
-Wiesz, że to nieładnie się nawet nie przedstawić? Ja jestem Justin. Teraz twoja kolej.-powiedział przygryzając dolną wargę.
-Julliet.-odparła niepewnie.-Ja... ja już będę szła.-powiedziała i spojrzała w jego czekoladowe oczy. Na chwilę się zapomniała i patrzyła tak, ale nie trwało to zbyt długo, bo dziewczyna ocknęła się i poszła bez żadnego słowa. Była trochę przestraszona. Weszła do domu po 15 minutach od spotkania z chłopakiem. Była trochę nieobecna.
-Już jestem!-krzyknęła tylko w stronę salonu ściągając buty, po czym poszła do swojego pokoju, a z niego do łazienki i puściła wodę do wanny. Gdy była już pełna Julliet zdjęła z siebie rzeczy i weszła do ciepłej, a raczej gorącej wody, chciała się odprężyć po długiej i męczącej podróży, a zarazem po niezbyt przyjemnym spotkaniu. Leżąc tak w wannie rozmyślała nad jego wielkimi, pięknymi oczami, nad sposobem w który przygryzał wargę... On ją intrygował. Miał w sobie coś co nie pozwalało jej o nim zapomnieć. Chciała go poznać, dowiedzieć się o nim czegoś więcej niż tego, że ma na imię Justin. Po długotrwałej kąpieli wyszła i owinęła swoje idealne ciało ręcznikiem. Poszła do pokoju i włożyła na siebie piżamę, po czym ułożyła się wygodnie na łóżku i nim się obejrzała odpłynęła do krainy Morfeusza.
TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
Dziś mój pierwszy dzień w nowej szkole. Cieszę się, bo będę miała okazję poznać kogokolwiek. Jestem jednak pełna obaw, boję się, że mnie nie polubią. Poza tym moje myśli krążyły wokół tego szatyna, Justina. Jego oczy były pełne sprzeczności, on cały był ich pełen, a ja chcę go poznać, zobaczyć jaki jest. Może go jeszcze spotkam? Myśli Julliet może nie były identyczne. Jednak od tygodnia dzień w dzień myślała o tym samym. O nim, o Justinie. Podniosła się z łóżka i skierowała się do łazienki. Wykonała tam poranną rutynę, nałożyła wybrany zestaw i zeszła do kuchni. Jej rodziców nie było, zresztą jak zwykle. Skierowała się do szkoły, a na miejscu była po 15 minutach. Wchodząc do środka zapatrzona była w swojego iPhone'a. Jej szczęście chciało, żeby znowu na kogoś wpadła. Znowu na niego. Znowu na Justina. Rzuciła mu tylko sympatyczne spojrzenie, a on spojrzał na nią sucho, bez jakichkolwiek uczuć.
-Cóż za zbieg okoliczności, że znowu na mnie wpadasz...-powiedział Justin już trochę milej.
-Przepraszam. Zagapiłam się, nie zauważyłam cię.-mówiła zakłopotana Julliet.
-Nie tłumacz się już. Jesteś tu nowa?-zaczął rozmowę, mimo iż to nie w jego stylu. Jeśli jednak miał być szczery myślał o niej od ich spotkania. Nie mógł zapomnieć o jej oczach, ale nieważne.
-Tak jestem. Muszę już iść.-odparła i wyminęła go. Bała się z nim rozmawiać, czuła jak gubi słowa, jak wszystko wokół niej staje. Lekcje mijały jej szybko. Poznała Megan i zdawało się, że będą dobrze się dogadywać. Dziewczyna po ostatnim dzwonku poszła do szafki odłożyć książki. Zamknęła zielone, metalowe drzwiczki i chciała odejść, ale ktoś stał za nią, co uniemożliwiało jej przejście. Osoba była na tyle wysoka, że ona nie widziała twarzy.
-Przepraszam..-szepnęła niemalże niesłyszalnie.
-Nie przepraszaj, ale przyjdź dziś na imprezę.-powiedział chłopak, a konkretnie Justin. Ten Justin, którego ona tak chciała poznać.
-No... no dobrze. Tylko nie wiem gdzie...-Julliet bała się mówić cokolwiek.
-Daj telefon.-dziewczyna podała mu telefon, a ten wpisał w nim adres przy okazji zapisując swój numer. Ona naprawdę mu się spodobała i był dla niej miły.
-To ja... ja już będę szła.-odparła i odeszła. Do domu szła jak najszybciej się dało, a gdy już weszła do środka, po czym do swojego pokoju usłyszała głośny warkot samochodu, który podjechał do budynku sąsiadującego z jej balkonem. Gdy osoba wysiadła z auta Julliet wmurowało. To znowu on. W jej głowie zaczęły kłębić się myśli, że to przeznaczenie, jednak szybko się ich pozbyła kierując się do łazienki. Miała ochotę na relaksującą kąpiel i tak też zrobiła miała jeszcze dwie godziny do "imprezy". Po półgodzinnej kąpieli dziewczyna wyszła z wanny owijając swoje ciało delikatnym ręcznikiem. Poszła do garderoby, gdzie wybrała zestaw na dzisiejszy wieczór. Nałożyła makijaż i wyprostowała włosy. Była już gotowa. Wieczór ten zapowiadał się wspaniale...
***
Pierwszy rozdział.. Być może to ten najtrudniejszy.. No ale mam nadzieję, że ktokolwiek to czyta i może zostawi po sobie opinię w komentarzu! :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz